Witryna, Mirella von Chrupek, dzięki uprzejmości artystki
14.12.2020

Odtworzyć podmuch wiatru. Victor Kochetov x Mood Scent Bar

„Jeśli chcę zachować niezależność, pozostać niszowy i autentyczny, to muszę utrzymać relacje ze sztuką”. O niszowych perfumach, współpracy z polskimi artystami i dlaczego warto być autentycznym. Z Victorem Kochetovem rozmawia Maciej Maćkowiak.

Art branding
Autor: Maciej Maćkowiak, Translation: Available
Styl tekstu

Dlaczego zdecydowałeś się na otworzenie niszowej perfumerii?

Nie chciałem po prostu sprzedawać perfum. Zastanawiając się nad tym, jakie nowe rozwiązania możemy wprowadzić, stanęliśmy przed wyborem: polepszyć obsługę klienta albo zainwestować w obszary, które pozwolą nam ukazać epokę, w której żyjemy. Tak zrodziła się idea współpracy z artystami. Pokazania perfum, które odzwierciedlą nasze czasy. Nie chcemy jedynie sprzedawać nowoczesnych perfum, chcemy tworzyć perfumy, za którymi stoją autentyczne historie. Nie wymyślone, ale takie, które oddają ducha epoki.

Mood Scent Bar w Poznaniu, fot. @moodscentbar

Na czym polega autentyczność we współpracy z artystami przy kreowaniu perfum?

Artysta wybiera coś, co jest mu bliskie. Nie lubię ckliwych historii o tym, że ktoś produkował perfumy, kiedy pozostawał w udanej relacji miłosnej, ale przestał, gdy relacja się skończyła. Dla mnie wielką sztuką jest dopasowanie kompozycji. Weźmy za przykład zapach, którego używasz – Hinoki. Często boimy się mówić o tym, czym dana rzecz faktycznie pachnie. Natomiast jeśli powąchamy ten zapach, to pierwsze, co czujemy, to drzewo. Nawet nazwa tych perfum od Comme des Garçons (zanim została przesłonięta przez kampanie marketingowe) odnosiła się właśnie do wanny zrobionej z drewna hinoki. Ten zapach jest niczym kontemplacja doskonale wyrzeźbionego dzieła sztuki.

Wyczytałem gdzieś, że Hinoki to ulubione perfumy Björk. Bardzo ją cenię i za wszelką cenę chciałem się dowiedzieć, co to za zapach. To właśnie u Ciebie je znalazłem. Nie wydaje mi się to jedynie zbiegiem okoliczności, ponieważ z Björk łączy Cię tworzenie rzeczy niszowych i ulotnych, a zarazem bardzo emocjonujących.

Mnie fascynuje w niej, znów, autentyczność. Również Twoja historia odkrycia tego zapachu, tak dla Ciebie ważnego, jest niezwykle ciekawa. Chciałeś pachnieć czymś specyficznym, a nie miejscem czy kwiatem. Chciałeś dotrzeć do Björk przez zapach, zrozumieć ją. Przypomniały mi się badania jednej z grup artystycznych nad wytwarzaniem przedmiotów. Nad ciągłością tego procesu. Okazało się, że od Japonii po Islandię, w bardzo odmiennych kulturach istnieje podobna praktyka rzemieślnicza i jest nią plecenie sita. Działalność niemalże kontemplacyjna. To właśnie to skupienie na idealnym wytworze czuć w Hinoki. Może ten element spodobał się także Björk?

Mood Scent Bar w Poznaniu, fot @moodscentbar

Dlaczego zdecydowałeś się na współpracę z młodymi polskimi artystami przy projektowaniu witryny sklepowej?

Po pierwsze, jest to piękne. Nie cierpię mierności (śmiech). Wybieram artystów, którzy będą potrafili pokazać coś, czego jeszcze nie było.

I stąd Mirella von Chrupek?

Uwielbiam ją, więc pomysł na współpracę powstał naturalnie. Uważam, że jest w stu procentach autentyczna. Żyje według zasad, o których już wspomniałem. Nie interesuje mnie skurcz, interesuje mnie rytm. A jej życie jest zgodne z rytmem tego, co robi. Ma niesamowitą zdolność łączenia pracy, którą dla mnie wykonuje, ze swoim stylem. To ważne, żeby artysta nie zatracał samego siebie. Pokazywał siebie i jednocześnie uwzględniał mój charakter, np. moje zamiłowanie do czasów retro. Choć nie zawsze udawało nam się wypracować jakiś kompromis, to właśnie ta sytuacja była dla nas zwycięska. To był nasz sukces. Ludzie popełniają błędy, są niedoskonali, więc nawet jeśli nie uda mi się z kimś dogadać, jeśli będę musiał zrezygnować z witryny, to cieszę się, bo ta sytuacja będzie prawdziwa. Relacja z artystą, podobnie jak relacja z naszymi gośćmi, jest bowiem kluczowa. Niektórzy goście – z powodów finansowych – mogą przyjść do nas tylko raz w roku. Jednak za każdym razem wybierają tylko nas.

Witryna, Mirella von Chrupek, dzięki uprzejmości artystki

Z kim współpracowałeś przy zimowej witrynie?

Z Wojtkiem Sobczykiem. Przygotował dla nas tak zwaną „ceramiczną witrynę”. Jest zachwycająca, zapraszam do nas.

Jak oceniasz kondycję polskiej sztuki współczesnej?

Uważam, że polska sztuka jest postępowa i różnorodna. Nie dostrzegam w niej gnuśności, tak obecnej na zachodzie. Tam sztuka stała się adorowaniem samego siebie, drogim wybrykiem, a to mi się nie podoba. Lubię filozoficzne podejście polskich artystów, czyli ludzi, którzy żyją zgodnie z tym, co mówią. Nie interesują mnie ludzie, którzy grają role drogowskazów, wyznaczających drogi, którymi sami nie podążają.

Nie raz byłem świadkiem, jak pakujecie perfumy dla gości. To w Waszym wydaniu wyjątkowy proces. Skąd czerpiesz inspiracje?

Zawsze chciałem, aby wejście do mojego sklepu było dla moich gości małym świętem. Bywając w najlepszych butikach, hotelach i cukierniach np. w Paryżu, zawsze chciałem stworzyć podobne miejsce w Warszawie. Chciałem, żeby goście dostali ode mnie coś więcej. Tak powstał pomysł zrobienia horoskopu z Igorem Kubikiem. Uważam, że to magiczny i bardzo estetyczny projekt. Każdej osobie, która odwiedzi perfumerię, przyniesie szczęście.

Mood Scent Bar w Poznaniu, fot @moodscentbar

Który artbranding w świecie perfum zachwyca Cię najbardziej?

Dla mnie niesamowitym połączeniem biznesu i sztuki jest mój przyjaciel, David Moltz czyli D. S. & Durga. Jego niepowtarzalny styl widać na każdym poziomie – od wyboru zdjęć, po wizualizację całej kampanii marketingowej, flakonów czy samej kompozycji zapachowej. Każdy próbuje stworzyć zapach bryzy morskiej. Jest to zapach bardzo popularny, wydaje się, że każdemu znany. Jednak gdybyśmy powąchali tę kompozycję u Davida, zrozumielibyśmy, że wszystko, co do tej pory czuliśmy, było fałszywe. Moim zdaniem samo odtworzenie podmuchu wiatru jest sztuką.
Niesamowicie interesującym elementem w sztuce i perfumach jest manifestacja Alessandro Gualtieri w postaci lini zapachowej Orto Parisi. Wąchając te perfumy nie tylko podróżujemy do Italii, ale także potrafimy je historycznie umiejscowić. Wiemy, do jakiego wydarzenia się odnoszą – np. transformacji Włoch z ostatnich lat życia jego dziadków. Rozpoznajemy zabudowę części turystycznej czy wręcz konkretne wrażenia np. moment lądowania we Włoszech. Nawet kolor butelki czy płynu oddaje kolor, który widzimy spoglądając z góry na Neapol. Widać to zwłaszcza w ostatnim zapachu mającym odtworzyć wrażenie bryzy morskiej na gorącej ziemi. Flakon jest niebieskawo-fioletowy, co dokładnie oddaje kolor, który powstaje ze zlania się ziemi i morza. Fenomenalna jest tu zarówno strona zapachowa kompozycji, ale także aspekt kolorystyczny perfum.

materiały producenta, źródło: https://www.ortoparisi.com/shop/product/megamare

Skąd wziął się sukces Twojej perfumerii?

Mood Scent Bar powstał osiem lat temu. Na początku miałem dużo szczęścia. Postawiłem wszystko na jedną kartę, ale od pierwszego dnia perfumeria przynosiła mi dochody. Udało mi się znaleźć nić porozumienia, specyficzny rodzaj komunikacji z naszymi gośćmi. Jestem bardzo dumny z naszego manifestu, ponieważ jest on autentyczny i nie wstydzę się go pokazywać. W stu procentach oddaje to, czym się zajmuję. Dziś świadomość gości jest zdecydowanie większa. Jednym z podstawowych obszarów, na które postawiłem, zakładając Mood Scent Bar, była edukacja. Dzięki temu udało mi się stworzyć armię. Nie lubię słowa „klient”. Wiele osób poszukuje zapachów z prozaicznym powodów. Mi zależało na tym, aby ten wybór był głębszy. Chodziło mi o mood. Kiedy czujemy pewność, że perfumy są dobrze dobrane, pasują do nas, mówią do nas – to jest właśnie ten mood. Ta branża jest obecnie bardzo skomercjalizowana. Aby pozostać z boku, być niszowym i utrzymać autentyczność, skupiłem się na relacji ze sztuką. Moja konkurencja powtarzała mi: „to się w ogóle nie opłaca”, „Twój klient Cię nie rozumie, nie zastanawia się nad tym, co robisz z witrynami, w co pakujesz perfumy”. Mieliby rację tylko wtedy, gdybym nie poświęcał moim gościom uwagi, nie tłumaczył im mojego manifestu. Kiedyś Anna Wintour powiedziała: „moda tworzy duży dystans, co jest moim sukcesem, ale jednocześnie przeraża mnie to”. Moim zadaniem jest skrócenie tego dystansu, np. poprzez rozmowę i zacytowanie manifestu.

Victor Kochetov, ilustracja: Mateusz Kołek

Victor Kochetov – twórca i właściciel Mood Scent Bar – niszowych perfumerii w Warszawie i Poznaniu. Jego sklepy są silną i rozpoznawalną marką na mapie obu miast i unikatowym miejscem, w którym przeplatają się piękno zapachów, ekskluzywność produktów i wyszukany design. Jest zdania, że zapach jest czymś fizycznym i jako taki musi być w pełnej harmonii z osobowością człowieka i jego potrzebami.  Dlatego też taki nacisk kładzie na najwyższy poziom doświadczenia klienta. To w jego perfumeriach pojawiają się najpierw niespotykane nigdzie w Polsce marki i zapachy, doceniane przez wymagających klientów i które to zapachy dopiero po dłuższym czasie dostrzegane są przez konkurencję.

Tagi

#moodscentbar#mackowiak#victor ...

Udostępnij