„Grunt to...”, audycja partnerska (Un)Common Ground i Radia Kapitał
21.04.2021

Grunt to… Marta Ziółek. Wytańczyć rewolucję

Choreografka, performerka, reżyserka i artystka wizualna. Eksperymentatorka, feministka, miłośniczka mody i nowych technologii. Jedna z najbardziej obecnie rozchwytywanych postaci polskiej sceny performatywnej. Marta Ziółek przeciera nowe szlaki na wielu polach – także na polu art brandingu.

Sztuka
Autor: Anna Palacz–Brzezińska, Translation:
Styl tekstu

Ziółek jest gościnią kolejnego odcinka audycji „Grunt to…”, realizowanej przez (Un)common Ground we współpracy z Radiem Kapitał. Autorki programu, Tosia Ulatowska i Zuzia Wilska, zapytały ją m.in. o budowanie tożsamości scenicznej, życiowej i biznesowej oraz jej doświadczenia we współpracach z markami otwartymi na artystyczny dialog. A jakim językiem posługuje się w tym dialogu Marta?

W swojej niezwykle ekspresyjnej i zmysłowej twórczości artystka skupia się przede wszystkim na poszerzaniu pola rozumienia choreografii i tańca. Jej podejście uznać można za ze wszech miar interdyscyplinarne: od lat bada, ale i stopniowo zaciera granice pomiędzy sztukami wizualnymi, performansem i choreografią. W iście postmodernistycznym duchu miesza porządki, cytuje, żongluje odniesieniami i miksuje części składowe, z których czerpie inspirację – z właściwą sobie dozą humoru daje temu wyraz choćby w opisie spektaklu „Zrób siebie”, którego miejsce akcji określa jako znajdujące się „gdzieś między siłownią, imprezą techno a korporacyjnym kościołem mindfulness”. Niekiedy tworzone przez nią choreografie przyjmują niemalże postać tableaux vivant (żywych obrazów), „wyrzeźbionych” z ludzkich ciał scen, które mogłyby stać się pojedynczymi kadrami malarskimi czy fotograficznymi. Innym razem wybuchają nieskrępowaną energią ruchu, głosu, cielesności, która daleka jest od subtelności, wręcz przeciwnie – emanuje atawistyczną, zwierzęcą dzikością. Kluczową zasadą myślenia Ziółek o tańcu jako formie sztuki jest eksplorowanie sposobów, w jaki ciała oddziałują na siebie nawzajem i na otoczenie; jakie tworzą relacje, ale także jak są dyscyplinowane i ujarzmiane. W swojej praktyce artystka skupia się na cielesności i tożsamości doświadczanej przez jej pryzmat; porusza także zagadnienia relacji władzy, opresji i oporu. Bardziej niż tworzenie linearnych narracji interesuje ją kreowanie sytuacji czy swojego rodzaju kinetycznych wydarzeń. Zdaniem Ziółek „choreografia jest eksperymentalną praktyką, która poprzez uruchamianie form myślenia w ruchu wciąż musi redefiniować własne granice”.

Teatrolożka i badaczka tańca Anna Królica w swojej książce „Pokolenie Solo” charakteryzuje środowisko młodych polskich choreografek i choreografów współczesnych Marcie Ziółek. Tytułowe pokolenie to obecni dwudziesto- i trzydziestokilkulatkowie, którzy wykształcenie przeważnie zdobywali równolegle na rodzimych i zagranicznych uczelniach. Tym jednak, co w największym stopniu łączy przedstawicieli tej generacji, jest fakt nieodnajdowania dla siebie miejsca ani w mozolnie doskonalących technikę szkołach baletowych, ani w narracyjnym, psychologicznym teatrze tańca – około dekady temu „pokolenie solo” rozpoczęło więc poszukiwanie nowych, eksperymentalnych form wyrazu wymykających się utartym podziałom i konwencjom. Nie inaczej wyglądała także twórcza droga Marty Ziółek, która może pochwalić się doświadczeniem zdobywanym na prestiżowych stypendiach, rezydencjach i festiwalach od Warszawy przez Berlin i Amsterdam po Nowy Jork.

„Zrób siebie” – materiały promocyjne; źródło: komuna.warszawa.pl

Co ciekawe, choreograficzne spektakle Ziółek, choć nowatorskie w formie, często stanowią jednak ukłon w kierunku historii sztuki, jak chociażby inspirowane konstruktywistycznymi pracami Aleksandra Rodczenki „Black on Black/Czarne na czarnym”. Szerokim echem w środowisku odbiła się współpraca Marty z dyplomantkami katedry mody warszawskiej ASP, zorganizowana w 2015 roku pod wiele mówiącym tytułem „Twerk Like a Teen Spirit”. Projekty modowe zaprezentowali na sobie tancerze i tancerki, a stworzona przez Ziółek choreografia pokazu, czerpiąca z przerysowanych, balansujących na granicy kiczu popkulturowych motywów lat 90., recenzowana była jako „nieokrzesana” czy wręcz „obłąkańcza”. Wówczas artystka dała się poznać jako miłośniczka neonowej estetyki i krzykliwej (dosłownie i w przenośni) ekspresji ruchu. Największą rozpoznawalność przyniosły Marcie Ziółek choreograficzne spektakle przygotowywane dla Komuny Warszawa, w tym słynne „Zrób siebie” – działanie, w którym piątka performerów w formie zapętlonych, niemal transowych mikro-choreografii snuje opowieść o kształtowaniu idealnego ciała i wizerunku, o ciągłym i nieustannym stwarzaniu się na nowo. Jak pisał dla „Gazety Wyborczej” Witold Mrozek, w „Zrób siebie” Ziółek „tworzy kolaż w estetyce przegiętego hipsterskiego glamouru, z wizualizacjami o upiornie żywych barwach w tle, jak z gry komputerowej retro”. Temat samostwarzania czy projektowania swojej idealnej (a przez to fikcyjnej) persony artystka kontynuowała także w projekcie „To” (2017). Za scenografię posłużyły w tym wypadku elementy nawiązujące do filmowych czy telewizyjnych blue boxów, czyli jednokolorowych teł, które w momencie obróbki materiału można zamienić na dowolny obraz, który imitowałby wybraną scenerię. Ziółek do tej niedookreślonej, otwartej na kształtowanie przestrzeni wprowadza choreografię garściami czerpiącą ze współczesnej popkultury: teledysków, póz gwiazd muzyki czy instagramowych influencerek. W tej interpretacji „ja” zostaje poddane zwielokrotnieniu i przeniesieniu do przestrzeni wirtualnej w formie atrapy czy awatara. Istotę spektaklu „To” trafnie podsumowała Alicja Müller na łamach taniecPOLSKA.pl pisząc, iż „Ziółek przewrotnie zrównuje konieczność autokreacji z przyjemnością czerpaną z układania historii nieprawdziwych”.

„Monstera” w obiektywie Zuzy Krajewskiej; źródło: vogue.pl

W nieco innym kierunku poszukiwań Marta Ziółek zwróciła się podczas pracy nad projektami z ostatnich dwóch lat, które w mniejszym stopniu poświęcone były autokreacji w rozbuchanym neonowo-teledyskowym wydaniu, w większym zaś skupiały się na organicznej, wręcz fizjologicznej cielesności. Na czas tuż przed wybuchem pandemii przypadła poznańska premiera spektaklu „Trucizna” – o tyle wymownego w kontekście późniejszych wydarzeń, że traktującego o rozprzestrzeniającym się wirusie… tańca. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, nie jest to jednak zjawisko fikcyjne: choreomania, znana także jako taniec św. Wita, to rodzaj zbiorowej choroby psychogenicznej, w której bez znanej fizycznej przyczyny występują podobne symptomy fizyczne dotykające duże grupy osób. Zjawisko, które miało miejsce głównie w Europie pomiędzy XIV a XVII wiekiem, polegało na gromadzeniu się grup ludzi, czasami liczących nawet setki osób równocześnie, którzy mimowolnie wykonywali taneczne ruchy aż do fizycznego wycieńczenia, omdlenia czy nawet śmierci. Nawiązując do tej tajemniczej zbiorowej choroby Ziółek próbuje dotrzeć do tkwiącej w tańcu rytualnej funkcji wytwarzającej społeczne więzi, ale – przez wymykanie się rozumowemu poznaniu – mogącej prowadzić także do zatracenia, transu, a nawet szaleństwa. Wątek upajającej trucizny pojawia się także w spektaklu „Monstera” z 2020 roku. Wieloznaczny tytuł odnosi się zarówno do popularnego gatunku rośliny domowej (pięknej, choć trującej), jak i do potwora rodzaju żeńskiego – jak twierdzi bowiem sama artystka, „w historii kultury to kobiety częściej są przedstawiane jako monstra, furiozy, wiedźmy, czarownice”. Za największą inspirację posłużyła jej postać mitycznej Meduzy: kobiety zgwałconej przez Posejdona, która – by chronić się przed kolejnymi aktami przemocy – przybrała postać potwora o wężowych włosach i spojrzeniu zamieniającym w kamień; z niewinnej piękności stała się przerażającą mścicielką. „Monstera” przyjmuje formę tajemniczej wymiany energii między grupą kobiet badających i celebrujących swoją cielesność: piękną i niebezpieczną, dającą życie i niszczycielską, balansującą na granicy erotyzmu i wstrętu. Wreszcie performance „Krew i Księżyc”, już w samym tytule wyraźnie odnoszący się do kobiecej fizjologii związanej z menstruacją, powstał w ramach finisażu wystawy „W czarodziejską burzę włożę własną duszę” w BWA Warszawa. Projekt kuratorowany przez Zofię Krawiec opowiadał o współczesnych poszukiwaniach przez artystki i artystów odrodzenia archetypu czarownicy i rozliczenia wielowiekowej przemocy (fizycznej i symbolicznej) wobec kobiet niepodporządkowujących się patriarchalnym nakazom. Ziółek swoim spektaklem-zaklęciem stworzyła doskonałe zwieńczenie wystawy, poprzez ruch mówiąc o kobiecym ciele niedającym się wpisać w kulturowe ograniczenia, pulsującym pierwotną energią natury.

Zarówno w wydaniu „popkulturowym”, jak i „organicznym” Marta Ziółek nie tylko bezpardonowo przekracza granice utartych definicji gatunków artystycznych, lecz także z wielką erudycją żongluje odniesieniami i motywami zaczerpniętymi zarówno ze współczesności, jak i z historii. Nawet jeśli w swoich choreografiach nie występuje osobiście, niewątpliwie jej silna, wyrazista osobowość jest tym, co spaja poszczególne spektakle, nadaje im wspólny rys i rytm.

  • Cykl audycji „Grunt to…” to wspólny projekt (Un)Common Ground i Radia Kapitał. Przyglądamy się zjawisku art brandingu, czyli mądrej, pogłębionej relacji sztuki i biznesu. Szukamy nieoczywistych ujęć art brandingu i refleksji osób działających na przecięciu sztuki i biznesu.

Grunt to… Świadomość | Piątek 23.04, g. 9.30
Słuchaj w RADIU KAPITAŁ: https://radiokapital.pl/shows/grunt-to

Marta Ziółek, Tosia Ulatowska, Zuzanna Wilska

Tagi

#podcast#sztuka#zjawiska ...

Udostępnij